Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
46 postów 72 komentarze

Zawsze po prawej stronie

Migorr - Student, rocznik 89.

Choć raz obronię Tuska i Komorowskiego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Premier Tusk ostatnio tak strasznie obrywa od dziennikarzy, ostatnio nawet tych reżimowych, że aż mi się go szkoda robi. Widać, że chłop się męczy, majaczy coś na konferencjach. Może po tym wpisie choć na chwilę zrobi mu się raźniej.

Jakie jest moje zdanie na temat działań Tuska i Komorowskiego nie będzie tu żadną niespodzianką. Jak najgorsze, czego dowodem jest między innymi moja kulawa publicystyka. Dlatego krytyka, która na nich spada, czy to ze strony pisowskiej opozycji, czy niezależnych dziennikarzy i blogerów jest całkowicie uzasadniona i w pełni zasłużona. Jakkolwiek nie lubię tych dwóch dżentelmenów, nie mogę się jednak zgodzić z ostatnią nagonką środowisk niezależnych w sprawie ich słów w kwestii warszawskiego referendum w sprawie odwołania prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Przypomnijmy dla formalności. Tusk, ramię w ramię z Komorowskim, zaapelowali do wyborców Platformy, by zbojkotowali pewny już, październikowy plebiscyt w stolicy. I to pomimo faktu, iż Platforma na swoich sztandarach od zawsze nosiła zachęcanie do obywatelskości i głosowania.

Uważam, że w kwestii krytyki obu panów za ich słowa, przedstawiciele naszej strony zwyczajnie się ośmieszają. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że krytykanci popadają w trudną do wytłumaczenia naiwność. Czy część dziennikarzy i blogerów uważa Donalda Tuska za samobójcę? Chyba nie wierzymy w to, że łatwą ręką podda się bez walki i wyda wiceszefową PO Hannę Gronkiewicz Waltz na pożarcie nie do konca dorżniętej, jak się okazuje, watasze. Prawicowi komentatorzy wieszczą, że Tusk jest gotów zrobić wszystko dla utrzymania władzy, nawet rozlać krew 11 listopada. Dlaczego zatem oburzają się na taką igraszkę w postaci słów o bojkocie? To chyba normalne, że zrobi wszystko by wygrać. Czy gdyby sprawa dotyczyła rządu nam przychylnego, dziennikarze naszej strony też by przyklasnęli temu rządowi, że oddaje stanowiska, a tym samym zaufanie wyborców w całej Polsce i to praktycznie bez podjęcia walki?

Media mętnego nurtu przypomniały archiwalne wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego sprzed referendum w sprawie odwołania Kropiwnickiego ze stanowiska prezydenta Łodzi. Prezes Jarosław Kaczyński co prawda nie nawoływał do bojkotu referendum, ale w bardziej dyplomatyczny sposób niż Tusk i Komorowski przekazał mniej więcej to samo, mówiąc "gdybym był łodzianinem, nie wybrałbym się na to referendum". I moim zdaniem bardzo słusznie, że tak powiedział. Tak samo, jak słusznym z punktu widzienia sympatyków PO jest nie głosowanie w referendum.

Wszystkie bowiem łamańce intelektualne w sprawie referendum, jakie dokonywał ostatnio podobno demokratyczny aż do bólu salon, usprawiedliwiając słowa Tuska, był dla niektórych prawicowych obserwatorów powodem do żartów. Chociaż, jeśli dobrze się sprawę przemyśli, to w tych koślawych wygibasach a to, że "wybory to nie to samo co referendum", a to, że "głosujemy nie idąc na głosowanie" wcale nie są takie głupie. Wiem, że to mało przyjemna perspektywa, ale postawmy się na miejscu wyborcy PO. Nawet jeśli wierzymy w te dyrdymały o "obywatelskości" i odczuwamy obowiązek głosowania w każdych wyborach, to w tym konretnym warszawskim referendum sprawa wygląda następująco. Choroba demokacji, czyli sondaże, wystarczą do tego, żeby przewidzieć wynik każdego głosowania jeszcze przed jego zakończeniem. Wiemy, że obecna prezydent stolicy dostanie większość głosów za jej odwołaniem. Jeśli oddamy głos za pozostaniem Gronkiewicz-Waltz na stołku, to de facto głosujemy za jej odwołaniem przykładając łapę do wyższej frekwencji.Bo i tak wiemy, że większość jest za jej odwołaniem. Chyba, już kończąć wcielanie się w wyborcę PO, nie popełnilibyśmy głupoty w postaci pójścia na referendum warszawskim i zagłosowaniu za Hanną Gronkiwicz Waltz? 

To system wyborczy dotyczący referendów jest irracjonalny i to on powoduje te wszystkie myślowe wygibasy. A konkretnie przepisy o progach frekwencyjnych. Wiadomo przecież, że w takim systemie jedna ze stron zawsze zbojkotuje takie przedsięwzięcie. I przepraszam bardzo, niby dlaczego uznaje się, że głos mniejszości uprawnionych do głosowania jest gorszy od głosu większości? Wynik takich referendów z progami frekwencyjny jest z góry wypaczony. Nie wiadomo bowiem, czy stosunek sympatii podczas dowolnego takiego plebiscytu nie byłby inny, gdyby każdy zagłosował jak chce, bez obawy, że pomoże swoim przeciwnikom. Można sobie też zadać pytanie, dlaczego zatem prawo wyborcze jest niekonsekwentne i nie wprowadza frekwencyjnych progów choćby przy wyborach parlamentarnych? System oparty na progach frekwencyjnych jest zatem systemem antydemokratycznym i zwyczajnie wewnętrznie sprzecznym. Należy zatem zmienić prawo, by raz na zawsze pozbawić wyborców tych filozoficznych kłopotów, głosować, czy nie głosować w jeden jakże prosty sposób. Poprzez likwidację progów. Każde referendum powinno być wiążące niezależnie od frekwencji.

Referendum z niską frekwencją powinno być nie tylko tak samo ważne, jak te z dużą. Osobiście idę jeszcze dalej. Referendum czy wybory z niską frekwencją są o wiele bardziej wartościowe, niż te z dużą. Albo inaczej, bardziej świadome. Szlag mnie bowiem trafia, jak widzę w telewizji wyborców wychodzących z lokalu , którzy z nieskrywaną dumą opowiadają przed kamerami o tym z jakim heroizmem spełnili swój "obywatelski obowiązek". Psiakrew! "Obywatelski obowiązek" to w komunie był. Dziś wyborca ma prawo, a nie obowiązek głosować. I najlepiej, jeżeli się nie orientuje w meandrach polityki, a wiedzę ze świata czerpie z raz kiedyś obejrzanego dziennika telewizyjnego, niech w głosowaniu nie bierze udziału, bo tylko Polsce, a tym samym i sobie, zaszkodzi.

Przywołam tylko kilka wstrząsających przykładów psujących nasz wspólny dobry wybór w czasie głosowań. Jeden z moich kolegów w jednych z wyborów głosował na Grzegorza Napieralskiego na prezydenta. Powód-bo ma ładną żonę. Choć wybory z kunkursem piękności częściej mylą się na ogół kobietom. Oczywiście jest cała masa świadomych politycznie pań. Ale istnieje też bardzo liczna grupa wśród płci pięknej, która oddaje swój głos nie na podstawie zimnych i racjonalnych kalkulacji, ale ze względu na emocje, bo takie jest naturalne zachowanie kobiety. A to na tego, bo jest wysoki. A to na drugiego, bo ma lepszy garnitur. A to na trzeciego, bo się ładnie wypowiada. A to na czwartego, bo macho, samiec alfa i chętnie by się z nim przespała. A to na piątego, bo wydawałby się ułożonym mężem. A to na szóstego, bo posiada wesołą rodzinkę i bawi wnusia.

Wiemy też na kogo kobiety, ale też panowie kierujący się emocjami, nie zagłosują. Na pewno nie na taką osobę, "co by się tylko kłóciła". "Eh, ci straszni politycy tylko by się w tym sejmie kłócili". Tak jakby się nie mieli kłócić, w końcu na tym polega parlamentaryzm. Stąd ta cała wielka popularność Komorowskiego, który gestem, słowem, wyrazem twarzy, sympatią mediów łączy a nie dzieli. Choć poza kamerami dzieli i rządzi. A przecież pewna doza awanturnictwa, czy stanowczość polityczna jest często niezbędna do tego, by skutecznie bronić narodowych interesów na mapie Europy i Świata. Kobieta nie zagłosuje też na inną kobietę, bo nie widzi w niej dobrego, troskliwego opiekuna, co nijak nie mogą pojąć feministki. Znam też kobiety z mojej rodziny, skądinąd bardzo konserwatywne, które darzą sympatią takiego ohydnego osobnika, jak Aleksander Kwaśniewski. "A, bo swój chłop, wesoły, uśmiechnie się, pożartuje, czasem nawet wypije". Jak z kolei głosuje młodzież? W ostatnich wyborach masa młodych ludzi wybrała Palikota, tylko dlatego, że obiecał zalegalizować trawkę. A ja sam w przeszłości, w wieku 18 lat, uległem magii Platformy, co prawda nie w kwestii "polityki miłości", a konserwatywnego liberalizmu. Niezależnie, do dzisiaj wstyd ten sam.

I ci wszyscy lewaccy macherzy europejscy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Najbardziej, ci w Belgii, którzy ustanowili, że wybory parlamentarne są obowiązkowe. To jest nic innego, jak jawny komunizm. Innym krajom wystarczą zaś celowe nawoływania do jak najwyższej frekwencji wyborczej, tłumacząc to ludowi pracującemu miast i wsi, że w ten sposób biorą sprawy w swoje ręcę i są dobrymi obywatelami. Wiedzą, że głosowanie masowe, to oddanie władzy politycznym laikom. Wiedzą, że oddanie władzy politycznym laikom to utrzymanie status-quo w Europie. Czyli dalsze trwanie socjalistycznych rządów i biurokratów europejskich okradających i zadłużających zwykłych ludzi wraz z ich nienarodzonymi potomkami dzięki coraz wyższym podatkom. Macherzy europejscy wiedzą, że tylko zwiększanie frekwencji pomoże im w pokonianu zorientowanych "faszystów" dążących do normalności, zerwania się ze smyczy lichwiarskich "rynków finansowych" i ucieczki od federalistycznych zapędów Europy. Między innymi stąd też, czerpiący garściami z socjalistycznej ideologii Palikot wpada na pomysł, by do urn posłać dzieci w wieku 16 lat. On po prostu wie, że jest ich najłatwiej zmanipulować.

Stąd, druga pułapka w jaką wpadają opozycyjni komentatorzy przy krytyce słów Tuska i Komorowskiego o niegłosowaniu w referendach. Krytykanci przykładają swoją rękę do bardzo szkodliwego przesądu intelektualnego, któremu część z naszej strony również niestety ulega. A przesąd ten powiada, że właśnie ta wysoka frekwencja w wyborach powinna być celem samym w sobie i miarą jakości naszej demokracji. Albo nawet wręcz miarą naszego patriotyzmu. A na pewno czymś, o co należy tak bardzo zabiegać. Powinno się mówić wręcz przeciwnie, każdy ma prawo do głosu, ale jeżeli nie jesteś pewien swojej decyzji, to zostań w domu. To będzie większy wyraz patriotyzmu, niż głos oddany nieświadomie. Dokładnie o takiej kampanii społecznej bym marzył przed każdymi z wyborów. Polscy politolodzy niech się nie krzywią z powodu marnych słupków frekwencyjnych podczas głosowań, podobno najniższych w Europie. Bo być może świadczy to o relatywnie wysokiej dojrzałości polskich wyborców, z których wielu nieinteresujących się polityką, bardzo słusznie rezygnuje z wrzucenia kartki do urny. 

Dlaczego ten przesąd o lobbowaniu za wysoką frekwencją jest taki niebezpieczny? Prześledźmy to na przykładzie kilku ostatnich głosowań w Polsce. To agresywna kampania profrekwencyjna w 2007 roku, to nawoływania "Idź na wybory zmień Polskę", to promocja wyborów wśród młodzieży przez szkolne prawybory, pozwoliła objąć władzę szkodliwej Polsce Platformie. To w 2003 roku podczas głosowania w sprawie akcesji unijnej, gdy potrzebowano 50% głosów, totalnie nagięto zasady demokracji. Wydłużono czas głosowania do dwóch dni, organizowano masę pikników europejskich, zapłacono ze środków publicznych tylko na jedną stronę kampanii wyborczej, marginalizując eurosceptyków. Zaprzęgnięto Kościół, który podobno ma od polityki uciekać jak najdalej, do unijnej indoktrynacji wiernych. I co najgorsze. niebezpiecznemu przesądowi demokratycznemu pompującego aktywność przy urnach uległo też środowisko Radio Maryja. Bo te, zamiast zrobić wtedy to samo co dzisiaj Tusk w obronie HGW, czyli nakłonić dość liczną grupę sympatyków tej stacji by nie głosowali za wejściem do Unii, tego nie zrobiło. Ograniczając się tylko do krytyki Wspólnoty jako takiej. Najpewniej w obawach przed tymi samymi "demokratycznymi" oszołomami, którzy dziś twierdzą, że niegłosowanie na HGW to głosowanie. A którzy w tak kluczowym wtedy dla reżimu III RP momencie, ze złości mogliby wtedy nawet zdelegalizować Radio Maryja za "faszyzm" i "zamach na demokrację".

Puśćmy jeszcze trochę wodzę fantazji i przenieśmy się w przyszłość.Jak się zachowa nasza strona, gdy będziemy mieć w pespektywie głosowanie w sprawie przyjęcia waluty euro w Polsce? Kryzys nie trwa wiecznie, być może w jakiejś nieodległej perspektywie pojawi się kolejne okienko, w którym polska gospodarka się na chwilę rozpędzi. Kto wie, może ta straszana propaganda euromatołków będzie równie spektakularna jak w 2003 roku, kto wie, może znowu czymś przekupią Kościół. Kto wie, może kryzys w strefie euro na moment się uspokoi. Może większość społeczeństwa da się przekabacić i zaufać świetlanej wizji Polski z nową walutą. Jeśli nas nie przerobią, wepchną nas tam siłą łamiąc prawo. Jeśli jednak nas dostatecznie "wyedukują", to zrobią referendum, bo wiadomo, że, "gdyby wybory miałyby coś zmienić to byłyby zakazane". Ico wtedy, też ulegniemy temu durnemu przesądowi i powiemy, żeby szanując demokrację, na referendum się wybrać i zagłosować zgodnie z sumieniem, przeciwko walucie? Mielibyśmy świadomie wpędzić Polskę w poważne tarapaty? Żeby po chwilowej hossie przyszedł kolejny kryzys, tym razem potężniejszy z powodu nowej waluty? Może lepiej jednak wziąć przykład z Tuska i Komoroskiego anno domini 2013 i powiedzieć, że niepójście na referendum będzie oddaniem głosu. Zresztą, jedynym rozsądnym oddaniem głosu. A krytykując dziś tych dwóch rządzących i celebrytów sympatyzujących z PO, odbieramy sobie szansę, że podczas takiego hipotetycznego referendum, albo każdego innego, oni nie będą siedzieć cicho. I będą mogli wypomnieć: "A w 2013 roku tak bardzo byliście za demokracją".  

A tak na marginesie. Na słowa Tuska i Komorowskiego nie powinniśmy się też obrażać z równie prozaicznego, co humorystycznego powodu. A nawet powinniśmy się cieszyć. Platforma jest tak znienawidzona, że ludzie zrobią na przekór i pójdą na to referendum. Sami zaś liderzy partii nie wierzą już mobilizację swojego elektoratu, nie wierzą w samą HGW, że może pokonać rywali w głosowaniu. Opozycja jednak niech pozostanie rycerska i niech nie odbiera Platformie prawa do obrony. Bo w przyszłości sami z niej skorzystamy. Albo zmieńmy prawo wyborcze, na mądrzejsze, żeby jakiś głupi próg frekwencyjny nie wypaczał losów głosowania. Żeby wyborca wiedział, że może z czystym sercem zagłosować za tym, kogo popiera.

 

Źródło grafiki: http://bi.gazeta.pl/im/8/10666/z10666968Q,Bronislaw-Komorowski-i-Donald-Tusk-prezentuja-szalik.jpg

KOMENTARZE

  • @autor
    Bardzo ładna analiza, bardzo dobry tekst 5*.

    Zwracam jeszcze uwagę na pewien fakt.

    Po naszej, opozycyjnej stronie też istnieje pewna schizofrenia. Uważamy, że media kłamią - ale w tym wypadku - tj. ocenie Tuska - jest nam razem po drodze.

    To warte zastanowienia - wajchowy zmienia marionetki przy żłobie, ale nie zmienia "ekspertów" i "dziennikarzy" - zmienia tylko ich retorykę.

    To jest naprawdę warte głębszych przemyśleń.

    Pozdrawiam.
  • Przecież to normalne działanie każdej partii
    Po 8 latach rządzenia trzeba zmienić Tuska, Będzie nowa partia, pod nowym przywództwem np. Gowina na Tuska zrzuci się wszystkie złe rzeczy i ludzie zagłosują na nich.
    Tylko PiS tego nie pojmuje, zawsze mają nowego Kaczyńskiego, z nowymi (starymi) pomysłami, Nowe usta (Hofman, Błaszczak) które zawsze i niezmiennie powtarzają nowe słowa Kaczyńskiego. I po kolejnych wyborach Kaczyński ogłasza "nie daliśmy rady siłom zła" i zaczyna nowe staranie o zdobycie władzy.
  • ***
    Bardzo dobry tekst. Nawoływanie do zwiększenia frekwencji w wyborach jest można porównać do dolewania wody (wyborcy bez rozeznania głosujący pod wpływem chwilowego impulsu) do roztworu (wyborcy mający rozeznanie w arkanach polityki) . W wyniku takiego działania roztworu zrobi się dużo ale to już nie będzie roztwór, tylko skażona woda (wybór PO).
  • @Zawisza Niebieski 11:53:33
    Dodam tylko: Kaczyński oddał władzę, bo "nie dało się rządzić" - a skąd teraz ma pewność, że teraz da radę?


    A ludzie to łykają...
  • Dobrze i dość mądrze napisane. Mam jednak uwagi do jednego fragmentu:
    //Zaprzęgnięto Kościół, który podobno ma od polityki uciekać jak najdalej, do unijnej indoktrynacji wiernych. I co najgorsze. niebezpiecznemu przesądowi demokratycznemu pompującego aktywność przy urnach uległo też środowisko Radio Maryja. Bo te, zamiast zrobić wtedy to samo co dzisiaj Tusk w obronie HGW, czyli nakłonić dość liczną grupę sympatyków tej stacji by nie głosowali za wejściem do Unii, tego nie zrobiło.//

    Czy mógłbym prosić o źródła tej wiedzy?
  • @Maciej Piotr Synak 15:42:19
    Kaczyński nie oddał władzy, bo nie miał jak rządzić a oddał, bo inaczej utracił by dotację do partii, którą miano mu odebrać.
    http://www.youtube.com/watch?v=TQWsQVUhYc4
    Akurat w tym przypadku Giertychowi wierzę, gdyż po pierwsze odchodził od polityki zaś Kurski ani nikt inny z PiS tej sprawy nie dementowali.
  • @space 16:31:36
    Taką wypowiedź słyszałem dwa razy z ust Ziemkiewicza, z czego jedną na pewno na przeglądzie tygodnia w Klubie Ronina, a drugą bodaj w Republice.

    Dzięki za uwagę, sam od razu to sprawdziłem dla pewności, żeby nie było jakiejś wtopy z mojej strony. I znalazłem w archiwum internetowym jakieś strzępy na ten temat, żeby to potwierdzić i rozwiać wszelkie wątpliwości:

    http://forum.ojczyzna.pl/read.php?f=3&i=11490&t=11480

    Pamiętajmy, że wtedy Jan Paweł II mówił "Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej". I raczej nikt z naszego Kościoła nie chciał wchodzić z Papieżem-Polakiem w otwartą polemikę.

    Sądzę więc, że ta teza nie jest wyssana z palca.
  • @Migorr 17:05:48
    Sama Unia Europejska - jako wspólnota gospodarcza i militarna - nie jest z założenia niczym złym. To prawo Unii, jej struktura polityczna a przede wszystkim Traktat Lizboński, czynią ją szkodliwą dla naszego kraju. Dlatego nie można wyrzucać Papieżowi, że do wstąpienia do Unii zachęcał. Jako człowiek - nie Bóg - nie mógł przewidzieć dalszych planów Szatana, a sama Unia mogła wydawać się korzystna.

    W rzeczonym linku są racjonalne argugumenty, dlaczego warto było mimo wszystko brać udział w głosowaniu do Parlamentu Europejskiego. Jeśli chodzi o samą akcesję, to już się wypowiedziałem. Były osoby, które wiedziały, że wstąpienie do Unii jest zgubą dla Polski, ale były wyciszane (np. przypadek Filipa Adwenta). Sam Pan też by wówczas głosował za, gdyby był w odpowiednim wieku. Ja głosowałem za, mając - bodajże - 21 lat. Cóż mogłem wtedy rozumieć?

    Można mieć duże zastrzeżenia do formy i treści Pańskiej wypowiedzi, proszę przeczytać jeszcze raz:

    /Zaprzęgnięto Kościół, który podobno ma od polityki uciekać jak najdalej, do unijnej indoktrynacji wiernych. I co najgorsze. niebezpiecznemu przesądowi demokratycznemu pompującego aktywność przy urnach uległo też środowisko Radio Maryja. Bo te, zamiast zrobić wtedy to samo co dzisiaj Tusk w obronie HGW, czyli nakłonić dość liczną grupę sympatyków tej stacji by nie głosowali za wejściem do Unii, tego nie zrobiło.//

    Po pierwsze - kto "zaprzęgnął"? Po drugie, dlaczego Kościół ma być z dala od polityki? Poza tym, dlaczego taki bolszewicki język: "unijna indoktrynacja wiernych"? Czym to usprawiedliwić?

    Następne zdanie jest niepoprawne gramatycznie: "I co najgorsze. niebezpiecznemu przesądowi demokratycznemu pompującego aktywność przy urnach uległo też środowisko Radio Maryja." To może zdradzać brak kontroli umysłu nad wypowiadanymi treściami. Proszę Pana, aby spróbował tę samą myśl sformułować, ujmując ją w ryzy logiki i nieco stonować. Trzeba mieć silne podstawy, żeby innym narzucać swój punkt widzenia. A moim zdaniem tu tych podstaw brakuje. Czy może Pan rozwinąć tę myśl?

    Dalej: //Bo te, zamiast zrobić wtedy to samo co dzisiaj Tusk w obronie HGW, czyli nakłonić dość liczną grupę sympatyków tej stacji by nie głosowali za wejściem do Unii, tego nie zrobiło.//

    Racjonalne argumenty za tym, dlaczego to radio (RM) "tego nie zrobiło" - to znaczy, dlaczego linia programowa RM nie była skierowana przeciw wstąpieniu do UE, ma Pan w linku przez siebie podanym. Proszę w pierwszej kolejności się do nich ustosunkować, podając silne kontrargumenty i jeszcze raz się zastanowić, czy dobrze jest w sposób negatywny i nieprzemyślany wypowiadać się o Kościele Świętym i najlepszej polskiej rozgłośni radiowej.
  • @space 19:38:35
    Po pierwsze - kto "zaprzęgnął"? Po drugie, dlaczego Kościół ma być z dala od polityki? Poza tym, dlaczego taki bolszewicki język: "unijna indoktrynacja wiernych"? Czym to usprawiedliwić?

    Po pierwsze, zaprzęgnął SLD wchodząc w deal z Kościołem: Państwo zacznie opłacać pensje księży w szkole, zaś Kościół "nie będzie przeszkadzał" w akcesji unijnej. Lewactwo do dziś wypomina Leszkowi Millerowi to porozumienie.

    PO drugie, ja nie napisałem, że Kościół ma być z dala od polityki. Ja uważam, że Kościół się do polityki za mało wtrąca. Natomiast kontrowersyjne zdanie napisałem w kontekście myślenia SLD, które właśnie chce Kościół uciszyć, a mimo to, akurat w sprawie Unii, uznaje go za pożyteczny. Czyli gdy Kościół wiernych do Unii zachęci, w najgorszym wypadku, nazbyt mocno nie oczerni. To działa na podobnej zasadzie, jak ostatnia wypowiedź Prymasa Kowalczyka na temat referendum w Warszawie, gdy poparł HGW. A przez salon została przyjęta z najwyższym uznaniem, a nie jako "polityczna". Choć polityczna była.

    Co do indoktrynacji, ok, może przesadziłem. Może to są za ciężkie słowa.

    "Proszę Pana, aby spróbował tę samą myśl sformułować, ujmując ją w ryzy logiki i nieco stonować. Trzeba mieć silne podstawy, żeby innym narzucać swój punkt widzenia. A moim zdaniem tu tych podstaw brakuje. Czy może Pan rozwinąć tę myśl"?

    Dobrze, tu też nie musiałem tak ostro. Ja po prostu mam taki styl. Wystarczyło, żebym napisał, że Radio Maryja popełniło błąd oddając sprawę bez walki. Takie jest moje zdanie i to w żaden sposób nie zmienia mojego przyjaznego stosunku wobec najlepszej rozgłośni radiowej w Polsce. Jestem też pewien, że gdyby do bojkotu doszło, stacja toruńska na pewno została by uznana za antydemokratyczną i coś by jej groziło. Inna sprawa, że nam się mówi dzisiaj łatwiej, widząc, że ta Unia jest inna, niż tamta.

    Jest jeszcze kilka fatalnych wielbłądów językowych, których nie dostrzegłem, dziękuję za uwagę, na pewno je poprawię.
  • @Migorr 20:43:14
    Ok, dziekuję :) Proszę pamiętać, że Kościół jest Święty. Jeśli mówimy źle o Mistycznym Ciele Chrystusa, to już coś jest nie tak. Radzę następnym razem mówić o konkretnych osobach w Kościele - o chorych Jego członkach. Wilków przecież nie brak w owczych skórach...

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031