Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
46 postów 72 komentarze

Zawsze po prawej stronie

Migorr - Student, rocznik 89.

Polska "edukacja" największym absurdem we Wszechświecie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Tekst nie jest krótki, ale zachęcam do przeczytania wszystkich studentów, wykładowców, zwłaszcza politechnik i wszystkich którym leży na sercu dobro edukacji wyższej.

 

Polska edukacja dogorywa, poziom nauczania uległ całkowitej degradacji, uczelnie masowo produkują półanalfabetycznych magistrów, żaden polski uniwersytet nawet nie aspiruje do europejskiej, nie mówiąc już, do światowej czołówki, polska nauka jest niedofinansowana, nieefektywna i niekonkurencyjna, nie stanowi zaplecza dla polskiego przemysłu, jest niedostosowana do rynku pracy, mamy najmniej patentów w Europie, spada poziom nauczania również w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Wszyscy wiedzą, uczniowie, nauczyciele, wykładowcy, studenci, urzędnicy, dziennikarze, politycy, wiedzą, że jest źle, bardzo źle. Wszyscy wiemy, że człowiek wychodzący z polskiej uczelni jest kompletnie nieprzygotowany do podjęcia jakiejkolwiek, konkretnej pracy. I często kończy na zmywaku w Londynie. Wszyscy o tym mówią, wszyscy wiedzą, dyskutują, ale wniosków nie ma żadnych. I nie widać ich na horyzoncie.

Jakie są przyczyny katastrofalnej sytuacji w polskiej edukacji? Mam nadzieję odpowiedzieć na to pytanie, także sięgając do własnych doświadczeń. I jak zawsze w tego typu felietonach, postaram się znaleźć program pozytywny, który mógłby sytuację poprawić. 

Sądzę, że istota problemu leży głównie w kompletnym pomyleniu pojęć i celów, jakim dany proces edukacyjny, na przykład studia wyższe, czy licea ogólnokształcące służą. Kłopot wynika też z masowego ogłupiania społeczeństwa przez lewicową propagandę, terroryzowanie go fetyszem "edukacji", jako koniecznym dziejowo i niezbędnym do egzystencji integralnym przymusem każdej jednostki.

Sądzę, że problem polskiej edukacji to nie jest problem braku pieniędzy, tylko ich złego wydatkowania. A trzeba powiedzieć, że dysfunkcja państwa w tym obszarze powoduje miliardowe straty dla polskiego budżetu każdego roku. Ale o nich może w dalszej części.

W polskiej edukacji największy kryzys przechodzi szkolnictwo wyższe. Odpowiedzmy sobie zatem na pytanie, czym tak naprawdę było i nadal powinno być szkolnictwo wyższe i czy polski model studiów przystaje do tego modelu, przyjętego w przeszłości. Otóż studia wyższe powinny być miejscem dla wąskiego grona najbardziej utalentowanych, najbardziej zdolnych i najbardziej pracowitych przedstawicieli danego narodu. Ludzie są bowiem tak skonstruowani, że nie każdy z nich ma możliwości zostać uczonym w danej dziedzinie, są i tacy, którym się zwyczajnie nie chce, inni nie mają po prostu pewnych zdolności poznawczych. Na studia powinni się dostać tylko ci, którzy przeszli surowe, czasem kilkudniowe, autonomiczne, niezależne egzaminy wstępne na daną uczelnię. Na samych studiach powinny być też duże wymagania, przez co nie wszystkim uda się zostać magistrem.

A czemu studia powinny służyć? Przede wszystkim temu, by ta najzdolniejsza elita społeczeństwa mogła prowadzić naukowo, duchowo, intelektualnie, historycznie, edukacyjnie, filozoficznie pozostałą część narodu. Studia z natury rzeczy mają służyć prawdzie i poznaniu. A nie temu, by po ich zakończeniu dostać dobrze płatną posadkę.

A do tego sprowadza się w Polsce myślenie o edukacji wyższej. Nie chęć poznania, nie chęć dotarcia do prawdy, nie chęć pogłębienia swojej wiedzy, nie chęć pogłębiania własnych zainteresowań, ale zrobienie na siłę "papierka" tylko po to, by pracodawca przyjął do pracy za godziwą wypłatę.

Na studia w Polsce nie wybiera się tylko elita młodego pokolenia. Wylewająca się propaganda politycznej poprawności zaprosiła na uczelnię zwykły motłoch. Funkcjonariusze lewicy przekonują, że "równość" wszystkich obywateli oznacza też to, że każdy z nich może zostac magistrem astronomii. Dziś każdy młody człowiek, niezależnie od możliwości jest poddany presji studiowania czegokolwiek. By nie zostać na lodzie na rynku pracy. Kłania się tutaj zatem też postawa pracodawców, którzy z różnych przyczyn oceniają człowieka po tym, czy ma studia, czy nie. Moim zdaniem nawet 90% stanowisk pracy w Polsce nie wymaga żadnego przygotowawania wyższego, zresztą każdy student powie, że wszystkiego uczy się praktycznie od podstaw w pracy. Sądzę, że takie patologiczne przekonania biorą się z początku lat 90., gdy rynek pracy mocno się skurczył, był duży popyt na pracę a mała podaż ludzi wykształconych. Wtedy, być może niesłusznie, człowiek po studiach, jakichkolwiek, miał większa szansę na dostanie pracy w ogóle. Do tego doszła tresura środowisk Gazety Wyborczej, promocja wykształcenia, jako czegoś europejskiego, nowoczesnego, panaceum na polski ciemnogród. W rezultacie doszliśmy do ściany, gdyż średnio rozgarnięty, doświadczony pracownik po zawodówce wie dziś więcej, niż magister inżynier prosto po dostaniu dyplomu.

Kolejna patologia związana ze studiami w Polsce to wyganianie doświadczonych, cennych i przydatnych pracowników, najczęściej urzędów, na studia pod groźbą utraty obecnego miejsca pracy. Wszystko przez irracjonalne prawo, które na danych stanowiskach dopuszcza tylko i wyłącznie zatrudnianie magistrów. Absurd polega na tym, że taki pracownik ma najczęściej takie same zadania zarówno przed, jak i po uzupełnieniu wykształcenia. Dodajmy, że takie uzupełnienie łączy się z dzieleniem czasu na pracę i szkołę, dotatkowym zmęczeniem, mniejszą efektywnością w pracy, czemu zatem ma to służyć? 

Teraz trochę o tym, jak wyglądają studia od środka, z mojej perspektywy, studenta jednego z bardziej wymagających kierunków na jednej z uczelni technicznych. Muszę przyznac jedno, nie wiedziałem w jakim stopniu nasz kraj jest zdegradowany, dopóki nie trafiłem na studia. Farsa zaczyna się już przed rozpoczęciem nauki, podczas rekrutacji. Tak jak wspomniałem, na jednym z trudniejszych kierunków nie ma takiego oblężenia ze strony maturzystów, w związku z tym na kierunek dostaje się każdy, kto zdał maturę, nawet gdyby kompletnie zawalił matematykę i fizykę! Wśród tych ludzi jest też pewna pula zwykłych ludzi o mentalności pijaczka spod budki z piwem, którzy na tak wymagający profil dostali się z kompetnego przypadku. Później dowiaduję się, że Politechnice nie zależy na jakości studentów, a na ilości! Bo za każdym studentem więcej na danym kierunku, idzie o ileś większa dotacja dla uczelni. Czy ten system nie jest chory?! Czy państwo przyjęło polityke Gazety Wyborczej polegającej na haśle "Im więcej studentów, tym lepiej"? 

Na pierszym roku ostra selekcja, która ma wyciąć tych gorszych. Rykoszetem dostają też ci zdolni, choć trochę leniwi, a przechodzą ci co lepiej ściągną. A po tym okresie próby utarty schemat, studenci udają, że się uczą, a wykładowcy udają, że wykładają. Podczas semestru przerabia się piekielnie trudny materiał, którego nikt nie jest w stanie pojąć, po to, by na zaliczeniach powtórzyć zadania z poprzednich lat. Zarówno wykładowcy, jak i niezainteresowani studenci mają wszystko w nosie, celem jednych i drugich jest nie wchodzić sobie w paradę, "nie robić problemów". Bardzo często arogancki prowadzący, tzw. "kosa" staje się w późniejszych latach wręcz dobrym kumplem dla studenta, z którym można sobie pożartować, zapalić papierosa. Mimo to, na piątym roku zostało nas około 30% z rozpoczynających, gdyż większość zrezygnowała sama w pierwszych, ciężkich semestrach. Jeżeli chodzi o wykładany materiał na zajęciach, to jest on kompetnie nie kompatybilny, z tym co wykonuje się w praktyce w jakiejś pracy, mielismy nawet kilka przedmiotów humanistycznych, co było kolejnym dziwactwem. I mogę śmiało napisać z przeprowadzonych rozmów, że taka atmosfera bylejakości, miernoty, olewactwa jest na każdym kierunku politechniki, poza Informatyką, na którą trafiąją naprawdę nieprzeciętni ludzie. I z tego co czytałem, to tak jest też w całej Polsce, na każdej politechnice. Jakże symboliczna jest obrona pracy inżynierskiej. Komisja nie jest zainteresowana tym co prezentują studenci, jeden rozmawia z drugim, drugi gada przez telefon, trzeci sobie wychodzi. Potem odpowiedź z zakresu studiów, kto to przerabiał ten wie co oznacza owy "cały zakres studiów". Na koniec koleżeński uścisk ręki w ramach gratulacji.

A jeżeli aż tak źle jest na Politechnikach, które w dzisiejszych czasach mają tak dobrą prasę, to co się wyrabia na uczelniach humanistycznych? Z opowieści wiem, że jest jeszcze gorzej, że jest to jakaś totalna sztuka dla sztuki, jeszcze większa maskarada, jeszcze większy festiwal hipokryzji. A już kompletna degrengolada panuje na większości uczelni prywatnych, gdzie jak mówi tajemnica poliszynela, wystarczy odpowiednio posmarować pewnym osobom, by kupić sobie wymarzony dyplom. Jeżeli weźmiemy pod uwage nieprawdopodbny wysyp szkół wyższych w niemal kazdym przysłowiowym "Pcimiu Dolnym", jeżeli weźmiemy pod uwagę Wyższe Szkoły Zawodowe, zadamy sobie pytanie, skoro i tak absolwenci takich szkół nie znajdują pracy, to po co to wszystko funkcjonuje? Czy stać nas na to, by fundować młodym ludziom przedłużenie młodości, bo do tego sprowadza się większość studiów w Polsce, a potem wypuszczać ich za granicę? Czy stać nas na produkcję doskonałego leminga, myślącego, że jest "wykształcony" tylko dlatego, że posiada dyplom? A i często idzie to w parze z arogancją, brakiem elementarnej kultury, wiedzy, fałszywą dumą ze swoich "intelektualnych" osiągnięć, pogardą dla niewykształconych. Czy to moralne dawać ludziom to, co sie im nie należy?

Przecież patologiczne polskie szkolnictwo wyższe marnuje nieprzebraną ilość zasobów finansowych, ludzkich, czasowych, gdyby tak to wszystko zliczyć, gdyby ten irracjonalny system edukacyjny nie istniał, Polska jako kraj mogłaby zaoszczędzić setki miliardów, jeśli nie bilionów złotych. Wymieńmy koszty, budowa pałacowych budynków dydaktycznych, ich utrzymanie, wypłaty dla wykładowców, wszystkich pracowników obsługi, biurowych, stypendia socjalne i naukowe dla studentów. Policzmy sobie o ile mniej wpływa do kasy państwa z podatków, gdyż człowiek w wieku produkcyjnym zamiast pracować "uczy się". Pomnóżmy to razy ilość uczelni i wyjdzie nam niezła, okrągła sumka. Skoro to wszystko tak źle funkcjonuje, marnuje tak cenne zasoby, to komu zależy na dalszym zdychaniu polskiej edukacji?

Odpowiedź brzmi, wykładowcom. Im zależy wręcz, żeby promować miernotę, bylejakość, by studia produkowały magistrów na skalę masową. Im zależy również na funkcjonowaniu wielu pomniejszych Szkół Zawodowych, prywatnych, na których dorabiają po godzinach. Jeden z moich wykładowców chwalił się, że zarabia dzięki temu tak wielki szmal, jak nie przymierzając, szefowie spółek skarbu państwa. A gdy przychodzi do niego telefon z jeszcze jedną ofertą nauczania w innej szkole, mówi tak. "Jestem zajęty, ale jak mi zapłacicie trzy razy więcej to się skuszę. I zawsze zapłacą." Za zwykłe opowiadanie o ekonomii, czy to ma jeszcze coś wspólnego z nauką?

Oczywiście, powyższy przypadek to ewenement, wykładowcy nie ponoszą całej winy za ten stan rzeczy, gdyż uczciwie trzeba przyznać, że z jednego źródła utrzymania zarabiają śmiesznie małe pieniądze w porównaniu do ich umiejętności i możliwości. Na pewno nie są to sumy, które zachęcają najzdolniejszych, większość najlepszych w swoich dziedzinach ucieka do lepiej płatnego przemysłu. A ci, którzy z pasji uczenia zostają, muszą dorabiać po kątach, by nie zatracić całkowicie poczucia własnej godności, dlatego doskonale to wszystko rozumiem. Niestety gorycz dla pracowników naukowych jest tym większa, że nie mogą poświęcić swojego czasu tylko na zadania naukowe, gdyż są zasypywani również ogromną stertą papierkowej, denerwującej biurokracji.    

Jak zatem wyjść z tego impasu hipokryzji? Jak naprawić polskie szkolnictwo wyższe? Chciałbym przedstawić własne przemyślenia i pomysły. Potrzebujemy w tej dziedzinie prawdziwej rewolucji. W tym kryzysie, jaki jest uratuje nas tylko ultraradykalne działanie. Bo za kilka lat obudzimy się w świecie, w którym studia staną się tylko iluzją a wykształcenie jeszcze bardziej wierutnym kłamstwem. Obudzimy się w świecie bezmyślnych, ogłupionych, młodych, wykształconych z wielkich miast, którzy poprowadzą nasz kraj w stronę gorszą od greckiego scenariusza. Przykłady otępienia mamy i dziś, czy człowiek wykształcony byłby w stanie ogłosic taką głupotę, jaką jest mus wstąpienia Polski do strefy Euro?

Zatem, do pracy, po piersze i najważniejsze, zmiana mentalności Polaków odnośnie "edukacji". należy prowadzić szereg kampanii społecznych, medialnych, które by tłumaczyły, że to nie szkoła, a konkretne życiowe umiejętności są cenione na rynku. Że najbardziej liczą się umiejętności wyniesione z techników i szkół zawodowych. I to właśnie po takich szkołach można najłatwiej znaleźć pracę. W związku z tym państwo powinno położyć nacisk na znaczną redukcję liceów ogólnokształcących, zostawiając je tylko dla najwęższej elity. Powinna też znacznie wzrosnąć ilość techników, szkół zawodowych, z których każda z nich musiałaby prowadzić zajęcia praktyczne, współpracując z firmami, które byłyby dotowane w jakimś minimalnym stopniu przez państwo za przyuczenie do zawodu swoich podopiecznych.

Jeżeli chodzi o uczelnie wyższe, najpierw należy utworzyć elitarną sieć państwowych szkół wyższych, Uniwersytetów, Politechnik, Akademii Ekonomicznych, Akademii Medycznych, Akademii Rolniczych, Akademii Artystycznych, które funkcjonowałyby tylko w największych polskich metropoliach, no co najwyżej w miastach wojewódzkich. Żadnych Uniwersytetów z kierunkami technicznymi, Politechnik z kierunkami humanistycznymi, żadnego łączenia szkół w "Uniwersytety Technologiczne", żadnych udziwnień z dodawaniem na siłę nazwy "Uniwersytet" dla uczelni niehumanistycznych i tak dalej. I takie uczelnie miałyby przyjmować tylko i wyłącznie takich maturzystów, którzy przebrną przez autonomiczne, najlepiej restrykcyjne testy i egzaminy wewnętrzne, w których tylko przekroczenie danego progu punktowego, a nie ilość wolnych miejsc zadecydują o przyjęciu. Uczelnie musiałyby zapewnić godne wynagrodzenia dla kadry dydaktycznej, tak aby najlepszym ekspertom opłacało się uczyć na studiach.

Jak proces dydaktyczny miałby wyglądać w szczegółach, może nie będę niczego sugerował wobec innych typów studiów, ale mam pewne pomysły dotyczące Politechnik. Trzeba po prostu wybrać taki model nauczania, który byłby efektywny, dawałby absolwentom pewne umiejętności praktyczne. Proponowałbym, akurat w tej dziedzinie drastyczne cięcia godzin wykładowych do absolutnego minimum. Do maksimum należałoby wprowadzić większą ilość ćwiczeń, ćwiczeń laboratoryjnych, projektowych. Uelastyczniłbym czas jednostki zajęć, tak aby dobrać ją odpowiednio do potrzeb, a nie na sztywno 1,5 godziny, przez które trudno być w ciągłym skupieniu. Wprodzadziłbym dodatkowo obowiązkowe i odpłatne zajęcia w zakładach pracy, które tak naprawdę dają uczniom najwięcej. Czyli myślę o zasadzie, że student politechniki musi podczas nauki również pracować, by nabywać umiejętności. Zamiast sesji egzaminacyjnej raz na semestr wprowadziłbym sesję ciągłą, tak aby zdobyte informacje były na bieżąco kontrolowane. Ale głównie nie przez pisemne sprawdziany a przez ospowiedzi ustne podczas bieżących zajęć. Skróciłbym okres wakacji, które dziś trwają aż trzy miesiące, a jak wiadomo przez ten czas można wszystko pozapominać. Można na przykład rozłożyć czas wolny na przerwę letnią i zimową po równo, można dołożyć jeszcze jeden miesiąc nauki.

Pytanie brzmi, czy skoro tak zaostrzymy wymagania i co za tym idzie ograniczymy ilość absolwentów kierunków technicznych, czy wykształcimy odpowiednią ilość inżynierów, którzy są tak potrzebni dla polskiego rynku? Polski rząd przyjął wręcz karkołomny program naprawczy, czyli jeśli brakuje nam inżynierów, to po prostu sobie ich narobimy. Stworzymy kampanię propagandową, dodamy do tego ogłupiające obrazki, stworzymy reklamowe foldery politechnik z fajnymi panienkami, utworzymy kierunki ścisłe w mniejszych szkołach i na hurra wyprodukujemy tysiące inżynierów. Tylko czy taki inżynier z taśmy produkcyjnej jest czegoś wart? I czy Polska rzeczywiście potrzebuje inżynierów? Moim zdaniem nie będzie tragedii, jak tych inżynierów nie będzie. Polska gospodarka i tak nic nie tworzy, polskie firmy nie posiadają laboratoriów badawczo-rozwojowych(niektóre "parki technologiczne" to jakieś wydmuszki). Na dzień dzisiejszy, w realiach polskiej gospodarki, która jest jedną wielka montownią, potrzebujemy ludzi wykwalifikowanych w bardzo wąskich specjalnościach, których można śmiało przeszkolić w firmach. I nie muszą to być wcale absolwenci politechnik. Natomiast ta nowa generacja inżynierów, po moich wymyślonych elitarnych studiach miałaby właśnie tworzyć nowe podstawy polskiej gospodarki, wspierać naukowo przemysł, wyznaczać nowe trendy, tworzyć projekty. Powinna być ona też wspierana przez państwo, które dzisiaj na naukę wydaje skandalicznie mało środków. Czy tak wielkiego kraju, jak Polska nie stać na stworzenie od podstaw własnego samochodu osobowego dobrej klasy i wprowadzenie go do seryjnej produkcji? Daję tylko taki przykład. 

To są moje propozycje dotyczące uczelni technicznych, co do innych specjalności, niech się wypowiedzą inni, moim zdaniem jednak każdy typ uczelni powinien mieć swój sposób uczenia. Dziwi mnie to, że politechniki praktycznie skopiowały system nauczania od uczelni humanistycznych polegający na wykładach, kolokwiach i egzaminach, podczas gdy te dwie dziedziny tak znacząco się różnią w swojej specyfice.

Do rozstrzygnięcia jest jeszcze jedna sprawa, kto za to zapłaci? Otóż jestem zdania, że opisana, elitarna sieć szkół wyższych powinna być potraktowana przez państwo, jako inwestycja, na której można nieźle zarobić. A skoro inwestycja, to studenci kierunków stacjonarnych(dziennych) powinni mieć zapewnioną bezpłatną edukację na tym szczeblu. Z tym jednak zastrzeżeniem, że każda dezercja za granicę takiego absolwenta powinna być potraktowana jako nieudana inwestycja dla kraju. A co za tym idzie wiązać się z pokryciem przez absolwenta kosztów własnej edukacji i zwróceniem państwu pieniędzy, które te mu kiedyś ofiarowało w dobrej wierze. Zostawiłbym też obecne prawo które mówi, że ten co chce studiować na jeszcze jednym kierunku, musi za ten dodatkowy fakultet zapłacić.   

Wszystko co istniałoby poza opisaną siecią, czyli Szkoły Zawodowe, prywatne, należy chirurgicznie wyciąć i odebrać im prawa do wydawania dyplomów. Oczywiście, każda z nich mogłaby, jeśli by chciała, działać prywatnie, ale należałoby zmienić ich status ze studiów na kursy, trwające najlepiej krócej niż trzy lata. Państwo mogłoby również takim szkołom udzielać pomocy finansowej, gdyby przyuczała najbardziej potrzebnych na rynku umiejętności.

Sądzę, że moje pomysły i tak nie mają żadnych szans na choćby częściową realizację. Zdaję sobie sprawę, jak wielki opór byłby ze strony zdegradowanych, małych uczelni. Wykładowców, którzy straciliby znaczną część własnych dochodów. Funkcjonariuszy lewicowej poprawności politycznej, którzy by pluli o faszyzmie widząc próbę naprawy, tego co sami zepsuli. Ale pomarzyć zawsze sobie można. Tak by wyglądał kraj, w którym chciałbym mieszkać, jeżeli chodzi o dziedzinę szkolnictwa wyższego. Cały program daje nam ogromne oszczędności przy ogromnym zwiększeniu efektywności. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Czekam uwagą na życzliwe i merytoryczne teksty polemiczne, postaram się je na bieżąco komentować.

Źródło grafiki: http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/h/a/Studenci_chca_poprawic_3927133.jpg

KOMENTARZE

  • EDUKACJA
    Ważniejsza jest naprawa edukacji przedszkolnej i podstawowej. To w tym wieku kształtują się postawy. Potem jest ZA PÓŹNO ...
  • Edukacja jest MISJĄ którą państwo powinno realizowac dla dobra narodu...
    Państwo nie robi w tym względzie najmiejszej łaski. Po to naród płaci podatki by edukacja była powszechna tzn dostepna dla każdego (niezaleznie od statusu majątkowego) na wszystkich szczeblach. Od tego zalezy pomyślnośc narodu. I w tym względzie takiej misji nie są w stanie zrealizowac szkoły prywatne z uwagi na:
    1. ograniczony dostęp z uwagi na status majatkowy
    2. zależnośc typu klient- usługodawca z wszystkimi przypadłościami tej zalezności
    3. ukierunkowanie szkoły prywatnej na zysk, (jak każde przedsiębiorstwo prywatne), także z wszystkimi przypadłościami tego
    4. wychowanie nie koniecznie w duchu patriotycznym w zależności od ideologi wyznawanej przez właścicieli szkoły
  • @Ultima Thule 16:10:56
    kolego, nie można się z toba zgodzic. Czlowiek uczy się i wychowuje przez całe życie. Znam parę przykładów ludzi którzy w szkole podstwowej byli -ogólnbie rzecz ujmując - łobuzami a wyrośli na wykształconych prawych ludzi. Chyba każdy zna takie przypadki
  • 5*
    Wiele, wiele racji w spostrzeżeniach. "Produkcja ludzi z tzw. wyższym wykształceniem to zadość hasłu "Jesteś tego warta!" Wmówiono "Kowalskim", że dyplom np. inżyniera czy licencjata to klucz do elity... i każdemu ten klucz winno się podać na tacy, bo każdy jest tego wart!
    Otóż "śpiewać nie każdy może", zwłaszcza "trochę lepiej czy trochę gorzej"... Niby dlaczego mamy "słuchać" tego, który "trochę gorzej śpiewa"...? "Trochę gorzej liczy" (może Rostowski?), "trochę gorzej mówi prawdę" (może p. Kopacz), "trochę gorzej rządzi..." (może premier, może prezydenci miast...?), "trochę gorzej...cokolwiek", skoro można po prostu nie "produkować" takich atrap fachowców? Takich "goryli", którzy posłusznie mówią "na kursie, na ścieżce" i nie ponoszą żadnej za to odpowiedzialności. Historyk, który nie zna historii nawet swojej rodziny to właśnie przykład tego, o czym Autor postu pisze! Dewaluacja nauki sięga bardzo głęboko! Jednak nie miejsce tu na rozwijanie tematu, w komentarzu - mało miejsca. :) Temat wart szerokiej dyskusji!!!
  • @Jan Paweł 16:44:41
    no właśnie: PRZYPADKI ... pojedyncze przypadki, jakiś pół promila ...
  • Bez tytułu
    Szczerze gratuluję analizy. Wątek bylejakości naszej edukacji wyższej można by ciągnąć w nieskończoność, ot, tytułem przykładu kreowanie jakiegoś "niemcoznawstwa" i "rosjoznawstwa" na pewnym uniwersytecie w nadmorskim mieście, na poziomie licencjackim. Po absolwentach tych kierunków spodziewam się wnikliwych analiz niemcoznawczych i rosjoznawczych. O co tutaj chodzi ? Co pozwoliliśmy zrobić z naszą młodzieżą ? A gdzie podziała się etyka władz wyższych uczelni ? Wykładowców ? To jakiś Matrix, któremu zafundowano "dzianie się" w rzeczywistości III RP.
  • Ostatnie pokolenie
    Pochodzę z ostatniego rocznika, który wchodził na studia po egzaminie wstępnym. pamiętam te emocje jak się szło pod dziekanat przeczytać listę czy się dostało czy nie. pamiętam że miałem 63 punkty z egzaminu wstępnego jako jeden z najlepszych. potem był pierwszy semestr i pierwsza sesja, potem koniec pierwszego roku - wtedy odpadła prawie połowa ze 120 osób zaczynających studiować na Wydziale Mechanicznym Politechniki. Do końca studiów z tych pierwszych 120 zostało tylko 35 osób, z czego na specjalności była limitowana ilość miejsc - na specjalność samochodową szli najlepsi po konkursie średniej oceny z dotychczasowego przebiegu studiów.

    Nikt się z nami nie pieścił - cały czas słyszeliśmy "nie podoba się nie chcesz się pan uczyc - to do dziekanatu po papiery, nikt pana tu na siłę nie trzyma" .

    Był to początek lat 90 - dokładnie 1992 rok.

    Po skonczeniu studiów zostałem na uczelni jako asystent. i gdzieś około roku 2000 zaczęła się degrengolada. dramatyczny spadek poziomu. chciałem stawiać oceny 2 ale profesor zalecił żeby nie straszyć studentów bo nikt na nasz kierunek nie przyjdzie i zakład rozwiązą.
    I taka sytuacja trwa do dnia dzisiejszego.

    Widzę jeszcze jedną rzecz - pracodawcy nie chcą już zatrudniać inżynierów po takich byle jakich studiach i w cenie są ludzie z moich roczników.
  • Szanowny autorze,tytuł wprowadza w błąd,bo czy
    na pewno "polska oświata"?
    Śmiem wątpić.Skłaniam się ku twierdzeniu,że kluczowe decyzje dotyczące polskiej edukacji zapadają poza granicami naszego kraju.Eksperymentowanie i majstrowanie przy wychowaniu dzieci i młodzieży przez liberalnych sprzedawczyków, zakończy się w przyszłości katastrofalnym debilizmem całego społeczeństwa.
  • @Ultima Thule 17:58:51
    Na jakieś badanie się powołujesz, że takimi liczbami operujesz?

    Ja jakoś najbardziej wyrobiłem się już całkiem po szkole, więc i tak można. Człowiek zawsze może się zmienić.
  • Niezla bajka
    Ogolnie w artykule jest wiele racji ale tez wiele dziwnych rzeczy. Za duzo mam uwag do twoich przemyslen zeby tu pisac. Nie chce mi sie.

    Jezeli liczysz ze nauczysz sie czegos w szkole to powodzenia. A jezeli sie chcesz czegos nauczyc to rob to we wlasnym zakresie.
    Studia ucza myslenia i kombinowania !
    Zmian to trzeba w podstawowkach, gimnazjach i liceach - ludzie w wieku 12-15 lat powinni miec cele i marzenia a nie sieczke w glowie.
  • Najlepsze uczelnie w świecie, to uczelnie prywatne
    Tu szukałbym odpowiedzi, zamiast powielać błędy.
  • No... Dotrwałem... Dobry tekst...
    Mam kilka uwag:
    - najlepsze uczelnie świata o ile mi wiadomo, są prywatne, według mnie państwo może se mieć sieć super uczelnie, ale wydaje mi się, że nie będzie to dobrze działać i mimo wszystko będzie to strata pieniędzy.
    - dawno temu sam doświadczyłem dość radykalnego spadku poziomu na uczelni, bo miałem okazję być dwa razy na pierwszym semestrze (odstęp roczny, ten sam kierunek), nie będę się zagłębiał w szczegóły, ale potwierdzam całkowicie - poziom się obniżył, obniża dalej. A to co się teraz dzieje to kompletna masakra.
    -"nie chęć" o ile wiem piszemy razem.

    Jeszcze raz muszę powiedzieć - Dobry tekst.
    Pozdrawiam
  • @Dr nightel 19:21:15
    Ciekawe spostrzeżenie. Mam wrażenie, że od dobrych paru lat jest lansowany pewien trend. Dzieci myślą tylko o komórkach, komputerach, pieniądzach to są ich cele i tak ma być i taki jest trend, który się nasila - wszędzie - głównie w mediach i szkołach chyba też.

    Rozrywka, zabawa, stan posiadania, taniec z gwiazdami, jak oni śpiewają.
    Dla masy ludzi to jest najważniejsze - pytanie czy oni tak sami z siebie, czy tak są programowani.
  • @frasobliwy 18:38:35
    czy mówiąc, że "2+2=4" muszę się powoływać na jakieś "badania" i opinie "autorytetów" ?
  • dobry artykuł, ALE
    skąd maja przyjść ci supernauczeni aby pozdawać wyśrubowane egzaminy skoro w liceach i gimnacjach poziom też sie (chyba) obniżył? Wiesz czasami ktoś jest zdolny, ale brak u kopa aby pracować więcej, bo po co skoro i tak ma piątki? Uważa, że jest ok. Mam takie doświadczenie. Z podstawówki (b. słaby poziom) wszystkie świadectwa mam z czerwonym paskiem, więc uważałam, że jest ok. W liceum już nie, ale też było w porządku. Dopiero na studiach (ścisłych, bo lubię fizę) dopadła mnie czarna rozpacz. Jaka jest ogromna różnica w poziomach nauczania w liceach w miastach uniwersyteckich a innych mniejszych miejscowościach. Potem się tego nie da nadrobić tak aby nie balansować na granicy "przejścia" bądź nie przez sesję. Podsumowując ja zaczęłabym od podstawówek, gimnazjów i liceów, gdzie będzie się uczyło wytężonej pracy, nie będzie tolerowania bryków, podstawiania do wzorów itp. Mniej konsumpcji, mniej pierdół. (Do pierdół zaliczam również e. seksualną, pogadanki o tolerancji itp.)
  • Amen bracie!
    Ukończyłem politechnikę w 84 roku. Pracuję w USA. Otrzymałem tak świetne wykształcenie w Polsce, jakiego nie mają nawet amerykańscy doktorzy nauk technicznych. Dlatego dostaję takie projekty do realizacji, do jakich zatrudnia się pięciu Amerykanów różnych specjalności (mechanik, "projektant CAD", elektronik, programista, analityk...). Przyznam że jestem z tego dumny i mimo że mam obywatelstwo amerykańskie nie pozwalam im zapomnieć że Amerykaninem nie jestem, a wykształcenie mam z Polski.

    Po tym przydługim wstępie muszę niestety przyznać rację autorowi i powiedzieć, że kiedy zatrudniam osoby do swojego działu, zwłaszcza do współpracy ze mną, najchętniej zatrudniam Polaków i absolwentów tzw. demoludów, pod warunkiem, że ukończyli studia przed 1990 rokiem. Niestety na absolwentach młodszych roczników zbyt często się zawiodłem.

    Absoltnie również podzielam zdanie autora w sprawie opłaty za studia. Od wielu lat głoszę opinię, że studia w Polsce nie powinny być darmowe, ponieważ jak frajerzy produkujemy za darmo wykfalifikowane kadry Anglikom, Niemcom, Amerykanom, Kanadyjczykom....
    Amerykanin czy Kanadyjczyk musi zapłacić dzisiątki i setki tysięcy dolarów za swoją edukację. Już szkoła średnia jest płatna. Każdy z nich zaciąga pożyczkę gwarantowaną przez państwo, którą to pożyczkę spłaca przez kilkadziesiąt lat. Jeśli więc sam sobie opłacił studia, to czemu nie - może z kraju wyjeżdżać. Osobiście w swoją edukację i przyszłość zainwestował. W Polsce to podatnik, w tym emeryt, opłaca młodemu Polakowi studia, więc zgadzam sie z autorm zupełnie, że reguły gry powinny być inne.

    Ja również mam w tej kwestii własne rozwiązanie, które od dawna propaguję (oczywiście bezskutecznie). Otóż studia powinny być w Polsce płatne, a spłata kosztów studiowania powinna być rozłożona na okres 15-20 lat. Z tą tylko różnicą, że każda rata spłaty jaką winieni jest absolwent, zostaje spłacana przez polskiego podatnika, pod warunkiem że w danym roku absolwent rozlicza się z podatku w kraju. W Polsce. Czyni to koszt studiowania pierwszego kierunku w rzeczywistości darmowym.
    Jeśli absolwent przebywa za granicą, innymi słowy nie rozliczył się w danym roku z podatku w Polsce, to automatycznie otrzymuje za ten rok rachunek do zapłacenia. Opłata ta, roczna rata, nie ulega zwrotowi nawet jesli absolwent powróci do kraju. Jednak kiedy powróci, to raty za kolejne lata znów spłaca za niego polski podatnik. Jednak ansolwent jak wcześniej - musi znów rozliczać się z polskim urzedem podatkowym.

    Wydaje mi się że jest to rozwiązanie bardzo proste, fair, i skuteczne. A na pytanie, że przecież ja sam nie zapłaciłem za własne studia i wyjechałem z kraju, pragnę odpowiedzieć, że na powyższej zasadzie z chęcią spłacił bym polskiemu podatnikowi koszt moich studiów. Mi opłaciło się to stukrotnie.
  • Drogi Autorze
    Jako absolwent Politechniki - półanalfabeta - pragnę stwierdzić iż Pański tekst nie jest felietonem ("I jak zawsze w tego typu felietonach, postaram się znaleźć program pozytywny, który mógłby sytuację poprawić"), a dłuższym wywodem myślowym, takim klasycznym analitycznym wypracowaniem ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem.
    No, ale może się nie znam - jakem wykształciuch...
  • @Jerzy Drwal 21:21:56
    Bardzo ciekawe, ale jedno mnie interesuje. Jak od tej myśli:

    "kiedy zatrudniam osoby do swojego działu, zwłaszcza do współpracy ze mną, najchętniej zatrudniam Polaków i absolwentów tzw. demoludów, pod warunkiem, że ukończyli studia przed 1990 rokiem. Niestety na absolwentach młodszych roczników zbyt często się zawiodłem."

    mógł Pan gładko przejść do następującej:

    "Od wielu lat głoszę opinię, że studia w Polsce nie powinny być darmowe, ponieważ jak frajerzy produkujemy za darmo wykfalifikowane kadry Anglikom, Niemcom, Amerykanom, Kanadyjczykom...."

    Może za długo Pan siedzi za wielką wodą?
  • @fiore11 21:32:31
    trochę się wtrącę ,ale myślę że gra się według reguł jakie obowiązują, co nie musi decydować o tym co myślimy na temat tych regół
  • @prolet 21:46:57
    Za całą dyskusję zauważę że pomysły na uleczenie chorego systemu są równie niezdrowe czyli krótko pisząc wiecznie żywy socjalizm, naprawdę nie stać nas na nic lepszego tylko państwo państwowe itp. i ktoś nie wiadomo kto ( może Biedroń jak Palikot wejdzie kiedyś do koalicji to mamy szansę na takiego ministra edukacji) tworzący technika specjalne uczelnie itd. Ojciec Bocheński zauważy kiedyś że obecne wyższe uczelnie(uwaga wypowiedziana jakieś 20 lat temu) to po prostu wyższe szkoły zawodowe:) nie wiem co by teraz powiedział. W każdym bądź razie pisze też jak powinny wyglądać szkoły wyższe więc nie wyważając otwartych drzwi można poczytać „Między logiką a wiarą” lub popatrzeć na oxford czy cambridge. Które stawiał za wzór. A jeżeli chodzi o edukację podstawową to 1. znieść obowiązek edukacji (zbyt wiele wolności?) 2 wprowadzić bony edukacyjne na początek.@ JERZY DRWAL Autor chyba proponuje
    A skoro inwestycja, to studenci kierunków stacjonarnych(dziennych) powinni mieć zapewnioną bezpłatną edukację na tym szczeblu
    Ale twój pomysł jest świetny więc pozwolę sobie czasem go wykorzystywać.
  • Nie ma prawdziwej inteligencji w Polsce
    Wszyscy w Polsce są raczej przeciętni a jak wiadomo szanse na urodzenie się geniusza są jednak większe w kilkudziesięcio milionowych krajach jak Chiny , Indie USA. Dodatkowo wiele dziedzin naukowych zdążyło się bardzo zaawansować w ciągu kilkunastu ostatnich lat więc młodzik zostaje często rzucony na wode , gdy starszy kolega miał czas na poznanie podstaw i razem z daną dziedziną się rozwijał przez tych wiele lat
  • @prolet 21:46:57
    Chyba mnie nie zrozumiałeś. Chodzi mi o to, że Jerzy Drwal pisze najpierw o tym jak dzisiejsi absolwenci szkół wyższych są niedokształceni, a przynajmniej gorsi od tych z czasów PRL, ale to nie przeszkadza mu dalej twierdzić, że w Polsce produkuje się "wykwalifikowane kadry".
    Albo zima, albo lato.

    Pozdrawiam
  • I mam wyższe wykształcenie chociaż studiów nie skończyłem
    Na pewno nie wszystkie i nie zawsze ale niektóre uczelnie stanowią swoiste "państwo w państwie". Wszelką ingerencję z zewnątrz będą traktowały jak wypowiedzenie wojny. Przykładem niech będzie anglistyka. W Polsce naprawdę brakuje dobrych tłumaczy specjalistów z konkretnych dziedzin. Specjalistów od średniowiecznego angielskiego lub gramatyki opisowej nam kompletnie nie potrzeba. Ale co zrobić jeśli instytutem rządzi wybitny specjalista z ww. nikomu-do-niczego-nie-potrzebnych dziedzin?
  • @Ultima Thule 20:16:56
    no widzisz płytki umyśle "2+2" to w matematyce "=4", jest jeszcze coś takiego jak synergia gdzie wynik takiego działania jest większy od 4, no ale czego po Tobie można spodziewać się, jak tu na NE dałeś wielokrotnie dowód Swojego nieuctwa i indolencji, o prostackim chamstwie nie wspominając..
  • Edukacja
    Myślę, że problem edukacji nie ogranicza się do studiów. Studia to prawie sam szczyt - a problem jest u podstawy - szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum. Na studiach już nie ma czasu na poprawki - tu się już tylko szlifuje i pogłębia wiedzę - a jak nie ma czego szlifować i pogłębiać? Wiem, że roczniki trafiające aktualnie na studia nie nadają się na nie i to praktycznie w całości - więc co mają robić ludzie, którzy je uczą na studiach, wyrzucać całe roczniki? Problem i to prawdziwy problem jest taki, że niedouczone jednostki zostaną nauczycielami a później część z nich zrobi doktoraty, habilitacje itd. i wtedy tak na prawdę będzie źle - a czas ucieka...
  • @fiore11 22:17:51
    No tak :) słusznie zauważyłeś, ale to chyba taki skrót myślowy, jak się wydaje taki potworny szmal na wyedukowanie tylu tysięcy magistrów to jeżeli wśród nich znajdzie się paru geniuszy to właśnie oni wyjadą. Ja tracę tak samo gdy uczelnie wypuszczą za moje pieniądze geniusza czy przygłupa z papierem ale anglicy czy niemcy mogą nas mieć jednak za rozrzutnych i się cieszyć.
  • BEZROBOCIE
    Witam,
    gdyby problem podłego kształcenia można było tak łatwo rozwiązać jak do tego doprowadzono...
    Wrócić trzeba kilkanaście lat wstecz. Polska gospodarka poddana przekształceniom na tzw. gospodarkę rynkową zaczęła gwałtownie ,,produkować" bezrobotnych, rzecz nieznana w gospodarce poprzedniego systemu. Do tego wszystkie badania wskazywały, że należy stworzyć co najmniej 2 miliony miejsc pracy dla roczników wchodzących na rynek pracy (w tamtym czasie średnio w 19 roku życia). Ktoś wpadł na genialny pomysł na przesunięcie okresu wejścia kolejnych roczników na rynek pracy. Zaproponowano młodym Polakom wykształcenie - wyższe wykształcenie dla każdego, no prawie każdego. W założeniach miało to dać państwu oddech, pozwolić na przygotowanie miejsc pracy itd...a wyszło jak wyszło.
    Nie był to pomysł tylko polski, podobnie zrobiono w innych państwach europejskich: Włoszech, Hiszpanii...
    Wydaje się, że u nas ten pomysł twórczo rozwinięto i uniwersytety mamy w każdym Pcimiu.
    Wycofać się z tego można niestety tylko powolutku, oczyszczając i podnosząc poziom na pojedynczych wydziałach, następnie uczelniach.
    Podstawą zmian musi jednak być zmiana sposobu finansowania uczelni. Kasa nie może być ściśle powiązana ze studentem, a z osiągnięciami uczelni, jej kadry naukowej.
    Pozdrawiam
  • Absurd? Raczej skonsolidowany, przemyślany system.
    Wiele trafnych spostrzeżeń autorze /„Polska "edukacja" największym absurdem we Wszechświecie”/, choć już tytuł świadczy o młodzieńczej skłonności do ocen (ach te gorące dysputy nocne w pokojach akademika) powierzchownych.
    Jakiekolwiek pozytywne zmiany kształcenia młodzieży są obecnie niemożliwe. Szkolnictwo jest w fazie całkowitej degrengolady i to we wszystkich obszarach, a nie tylko tym wyższym. Podstawą jakości kształcenia wyższego nie są szkoły wyższe, ale rodzina, przedszkole, szkoła elementarna. O gimnazjum nie wspomnę, bo to twór niszczenia wychowania. Kształcenie wyższe powinno zaczynać się na szczeblu średnim, ale to tylko idea. W rzeczywistości zamknięcie dziecka na wiele godzin w budynku z nauczycielem - indoktrynerem ma oswoić przyszłego obywatela z totalną władzą, z podporządkowaniem, ma pozbawić samodzielności umysłowej. To państwo organizuje obywateli i jeśli nie rozumiesz tego, że państwo polskie źle wypełnia swoją rolę niszcząc podstawy kształcenia, bo jest niesamodzielne, nieautonomiczne, wykonujące dyspozycje wrogie narodowi polskiemu, to nie licz na zainteresowanie.
    Gdy celem rządzących jest przystosowanie obywateli do roli niewolników pozbawionych wolnej woli, to kto nami rządzi i kto desygnuje do władzy tych rządzących? Odpowiedź jest oczywista i nie wymaga afisza…
    Racje komentujących przypominają maksymę „dobrymi radami piekło wybrukowano”…
    Ponadto zapamiętaj o tym, że nikt poważnie nie potraktuje tekstu z błędami językowymi, stylistycznymi i ortograficznymi – internetowy blog tego nie usprawiedliwia tylko utrwala i cenzuruje. Proszę jednak nie oczekiwać odzewu „wykładowców”, gdy tyle błędów stylistycznych, ortograficznych. Ale może jestem staroświecki, to proszę nie brać pod uwagę tej opinii.
  • Likwidacja obowiązku szkolnego
    Wiele spostrzeżeń jest słusznych, ale nie za bardzo wierzę że państwowe szkolnictwo wyższe coś pomoże.
    U nas patologia zaczyna się od szkół podstawowych i to tu należałoby zacząć reformę od zniesienia obowiązku szkolnego, przynajmniej w takiej postaci jak jest obecnie.
    Jeśli już oferujemy DARMOWĄ szkołę to trzeba od uczniów coś wymagać. Jak ktoś nie jest zainteresowany to go wyrzucamy. Darmowa, publiczna szkoła powinna być przywilejem oferowanym tym co chcą z niej korzystać. Obecnie jest tak, że wystarczy jedno dziecko które rozwala lekcje, żeby cała klasa na tym traciła. I takiego dziecka nie da się wyrzucić. A jeśli w klasie jest kilka takich patologicznych przypadków to nawet te dzieci które chcą, nie mają szans na naukę, bo nauczyciel jest zajęty np. tym żeby go dzieci nie pobiły i nie okradły.
  • @Łabaja 01:06:34
    Szczerze namawiam do kontynuacji. Zachęcam do przedstawienia swoich refleksji w osobnym poście.
    Pozdrawiam
  • @badacznetu 01:52:09
    Poruszyłeś bardzo istotna sprawę, tzn. prawa dziecka do pobierania nauki w szkole. Inni przeszkadzający własnie ten proces uniemożliwiają i jasno wynika stąd, że szkoła nie zapewnia prawa normalnego grzecznego dziecka.
    A komitety helisińskie, oenzetowskie i inne dziadostwa od Praw Dziecka, to gdzie oni są?
  • @fiore11 21:32:31
    Może te młode polskie roczniki nie są tak wykwalifikowane jak te starsze, ale większość z nich (inżynierowie) wciąż bije na głowę inżynierów amerykańskich.

    Jeśli zaś o mnie chodzi, to kiedy mam wybór, naprawdę preferuję tych którzy skończyli studia przed rokiem 90-95. To tak jakby była dołączona do nich gwarancja jakości. Zero ryzyka. Podczas interview nawet nie pytam o rzeczy zawodowe. Rozmawiamy o żeglarstwie, tenisie, wędkowaniu...
    Pamiętam moją własną rozmowę kwalifikacyjną na pierwszą pracę inżynierską w Kanadzie. Szef działu projektowego powiedział tylko: studia w Polsce? Pracuje już u mnie dwóch Polaków. Nie będę wiec pytał o sprawy techniczne, bo nie chcę się zbłaźnić.
    Resztą rozmowy było żeglarstwo - pasja nas obu.

    Dlatego potwierdzam - produkujemy w Polsce kadry dosyć wykwalifikowanych inżynierów na potrzeby zachodu. A wszystko to dajemy im za friko.
  • praprzyczyna = wina studentów ?
    system nie jest dla studentów, im się tylko tak wydaje, chcą "za darmo", chcą "panstwowo", chcą "by minister okreslił, uregulował" - to mają ;-)

    "Czy istotą szkolnictwa wyższego w Polsce jest kształcenie w tym, co studentowi przydatne? Czy raczej ćwiczenie młodego pokolenia w pokonywaniu przeszkód na drodze do dyplomu? Spróbujmy – nie krytykując indywidualnych zachowań – przyjrzeć się mechanizmom, które mogą te zachowania generować."
    http://www.chalupka.pl/pliki/skazani_na_konflikt_mch.pdf

    "„Bezpłatność” studiów, czyli finansowanie uczelnianej dydaktyki z budżetu państwa,
    osłabia konkurencję, przez to obniża jakość kształcenia, tworzy system wygodny raczej
    dla kadry akademickiej i urzędników, nie dla studentów."
    http://www.chalupka.pl/pliki/mlot_kowadlo_znieczulenie.pdf
  • @Jerzy Drwal 03:06:12
    W ubiegłym stuleciu, jak chodziłem do podstawówki i mieliśmy marematykę . Wiadomo tabliczka mnożenia, dzielenia i takie tam inne działy matematyki. Nauczycielka od matmy szukała takich co lubią liczyć.
    Jak padło ma mnie, to musiałem się uczyć tabliczki mnożenia do tysiąca.
    Takie czasy. Co mnie zostalo to do dzisiaj. Moje wnuki nie mogą zrozumieć, jak to można w głowie tak policzyć. Wyciągają kalkulatory...
  • Spojrzeniem obecnego studenta...
    Wiele osób wypowiadających się w tym temacie ma rację,ale nie do końca sytuacja wynika z podanych przez państwa powodów....
    Poziom kształcenia obniża się na politechnikach przez uczelnie średnie,to w mojej ocenie jest w 80% głównym powodem.Dlaczego?
    Dlatego,że większość dobrych uczelni znajduje się w dużych ośrodkach miejskich,gdzie poziom edukacji do szkoły średniej jest ZDECYDOWANIE większy niż w mniejszych miejscowościach...Sam byłem osoba wyjeżdżającą za studiami(i lepszą perspektywą niż w małym mieście) do dużego ośrodka,skończyłem technikum chemiczne z dobrym wynikiem,jednak poziom matematyki nawet mnie zaskoczył,przez co musiałem zmienić studia z jednego z najcięższych kierunków na trochę lżejszy na politechnice.Sam się przekonałem i wiele bliskich mi osób,że na studiach przechodzą przede wszystkim kombinatorzy a Ci mniej zdolni odpadają i zaczynają studia na ciut niższym poziomie...Efektem tego jest to że obecnie bardzo często kombinatorzy i wieczni leserzy kończą dobre studia i obniżają ich jakość...Osoby zdolne lecz z pewnymi brakami których nie da się już szybko w 2,5 miesiąca nadrobić z poziomu nauczania szkoły średniej,kończą studia na normalnych kierunkach(w sensie nie najbardziej ciężkich i prestiżowych) i wyjeżdżają zasilać kadry krajów takich jak Niemcy.Austria,Szwajcaria i etc.
    Bo osoba zdolna sobie poradzi...natomiast kombinatorzy z papierkiem studiów zasilają najczęściej dzięki wujkom,ciotkom itp. stanowiska na które się nie nadają...Dzięki temu właśnie polska gospodarka po części leży....
    Jak ma być dobrze jeżeli w tym kraju,żeby coś osiągnąć lub mieć normalną porządną pracę potrzebne są znajomości i protekcja....
    Co do studiów płatnych,chciałbym przypomnieć,że w tamtym roku została wprowadzona ustawa,która zakłada,że państwo zapłaci tylko za 10 semestrów studiów(w przypadku osób dłużej uczących się obowiązuje dopłata...)...w zamian miały być większe granty dla uczelni i darmowe warunki.Skończyło się tym,że podział grantów to jawna kpina a warunki jak płatne były na uczelniach tak są(na zasadzie warunek darmowy,ale opłata za wydanie decyzji kosztuje tyle co warunek...i to nie jest żart).
    Poziom obniżania studiów,kreują też sami prowadzący...standardem jest prowadzenie zajęć na bazie tegoż samego programu nauczania od lat 80-tych...pożółkłe skrypty wykładowców,stare ćwiczenia laboratoryjne i etc. chodź świat się zmienia...
    Nie można być innowacyjnym będąc uczonym danej specjalności tylko na podstawie informacji i wiedzy naukowej z lat poprzedniego systemu...
    Taka jest obecnie prawda...prowadzącym nie chce się zmieniać programu nauczania,dostosowywać go do nowych trendów naukowych i technicznych bo wygodniej jest uczyć tego samego przez 30 lat swojej pracy za 5-7 tysiaków miesięcznie...
    Wszelkie wymiany naukowe czy studenckie to kpina z studentów i podatników.Polega ona na tym,że zaprzyjaźnione uczelnie podeślą sobie po 3-4 osoby na wymiankę z której nic nie wynika poza zwiedzeniem innej części europy...Czy ktoś z was słyszał o wymianach studenckich z prestiżowymi uczelniami z różnych stron(np. Politechnika Pekińska) ? Nie,ale za to wielu studentów ma znajomych z m.in programu ERASMUS którzy co prawda niczego się nie nauczyli ale zobaczyli sobie przynajmniej słoneczną Hiszpanię...
    System ten kreują również pracodawcy,oczekują fachowców,jednak nie chcą zatrudniać ludzi po technikach czy zawodówkach tylko po studiach...Przez co kreują kult studiów,każdy je robi bo nawet sprzątaczka już musi mieć wyższe...
    Nie miejcie pretensji tylko do naszego rocznika Polaków,winę za tą sytuację ponosicie przede wszystkim wy,bo wykreowaliście taki system...
  • @wk..ny 22:45:00
    Mylisz się !!! to moje określenie nie ma sensu matematycznego, lecz LOGICZNE i symbolizuje PRAWDĘ !

    A więc efekt synergii, który często występuje w życiu jest jak najbardziej prawdą i też jest symbolizowany tym prostym równaniem.

    Ty masz po prostu zbyt ciasny umysł, żeby to pojąć ....
  • WSzyscy: co o tej lewackiej paranoi sądzicie???
    Nie zaglądaj dziecku w stopnie!? O tym jak kretynizm prawny uczy młodych ludzi życia bez odpowiedzialności - W powodzi tasiemcowych debat, na przykład o tym, czy Jarosław Kaczyński był czy nie był opozycjonistą, padają opinie coraz głupsze i coraz bardziej kuriozalne. Już sam udział w takich wymianach zdań wydaje mi się żenujący i odradzam go wszystkim. Także i dlatego, że w morzu wielkich emocji, jakie takie „spory” wyzwalają, nikną rzeczy ważne i bardzo ważne. O jednej z takich ważnych, a niemal przeoczonych rzeczy chciałbym dziś napisać.

    Oto gdzieś na marginesie marginesów kilka gazet opisało jako coś zwyczajnego kolejny absurd. Oto generalny inspektor danych osobowych, rekomendowany przez PO Wojciech Rafał Wiewiórowski, ogłosił, że rodzice nie mają prawa zaglądać w stopnie pełnoletnim dzieciom chodzącym do szkoły, a szkoła nie powinna im ich pokazywać.

    Nawet „Wyborcza” wyraziła półgębkiem wątpliwość: a co będzie jeśli rodzice nie będą mogli pomóc swoim dzieciom, bo nie będą wiedzieli, że opuściły się one w nauce. Ale była to wątpliwość rzucona ot tak, gdzieś na boku. Jutro wszyscy i wątpliwości zapomną. Za to inspektor zapewne nie zapomni o swoim odkryciu. I spodziewam się za jakiś czas odpowiednich zarządzeń idącego z duchem postępu MEN, a może i sądowych wyroków w sprawach wytaczanych przez licealistów szkołom czy własnym rodzicom.

    Radosna twórczość urzędu generalnego inspektora (akurat nie pod tym kierownictwem) znana jest z wielu wcześniejszych absurdów: potrafił bronić dobrego imienia ubeków pokazywanych na historycznych wystawach. Albo kwestionować zgodność list lokatorów na klatkach schodowych z prawem do prywatności. W tym jednak przypadku Wojciech R. Wiewiórowski przykłada rękę do budowania całkiem nowego systemu relacji między ludźmi. Systemu totalnej nieodpowiedzialności młodzieży i chaosu w polskich szkołach.

    Przypomnijmy, że chodzi o uczniów pozostających pod opieką rodziców i korzystających z ich utrzymania, egzekwowanego na podstawie tak zwanego obowiązku alimentacyjnego. Wytwarza się w ten sposób absurdalną sytuację: rodzice mają obowiązek dawać pieniądze, a nie mają prawa kontrolować tego, na co te pieniądze idą. A są one przecież płacone na to aby dziecko się dalej kształciło. Jakość tej edukacji ma znaczenie – przykładowo dziecko powtarzające klasę są dla rodziców obciążeniem dłużej.

    Powie ktoś: przecież obowiązek alimentacyjny dotyczy także studentów, a tam nikt nie oczekuje takiego zainteresowania. Rodzice nie chodzą na wywiadówki na uniwersytet, gdzie uczęszcza ich syn czy córka. To prawda, ale próg między szkołą średnią i wyższą uczelnią jest progiem naturalnym. Po jego przekroczeniu zmienia się przecież system oceniania wiedzy.

    Ten szkolny jest bardziej drobiazgowy, ale też bardziej opiekuńczy. Po to wystawia się tam oceny cząstkowe aby sygnalizować postępy w nauce, a w razie kłopotów rozwiązywać je– wspólnie z rodzicami.

    Na studiach młody człowiek staje się samodzielny, ale z prawami przychodzą też dodatkowe obowiązki i wyzwania. Nikt się nim już specjalnie nie opiekuje, jego los zależy od dość arbitralnych zasad zaliczania poszczególnych przedmiotów. Często określają go sami wykładowcy i bywa on bezwzględny. A na pewno jest bardziej bezwzględny niż ten szkolny.

    Czy teraz nauczyciele w szkołach średnich będą stosować podobny „zimny wychów cieląt” wobec uczniów, którzy ukończyli 18 rok życia? Wątpię, cała edukacja ewoluuje przecież w odwrotnym, coraz bardziej wyrozumiałym kierunku. A rodzice czy mają dosłownie z dnia na dzień w środku roku szkolnego zmieniać nastawienie wobec edukacji swoich dzieci?

    Postawmy też pytanie jeszcze dalej idące: jak nauczyciel i dyrekcja szkoły mają stosować dwa zupełnie odmienne podejścia do uczniów będących w jednej i tej samej klasie? Czy ci, którzy przekroczyli już magiczną barierę nie będą oddziaływali na młodszych kolegów w duchu: „stary, nie ma żadnych ograniczeń. Stary, oni nie mogą ci nic zrobić”. Tym starszym rzeczywiście nie będzie można. Na straży ich praw staną wspierani przez media urzędnicy.

    Do tej pory całą sprawę regulowało nie tylko prawo, ale i obyczaj. Obyczaj rozumny. To w jego następstwie progiem edukacyjnej dorosłości była w praktyce matura. Teraz granica będzie umowna, oparta na formalnym przepisie. To paradoks, ale to formalne prawo ma strzec dorosłości ludzi, którzy, napiszę to brutalnie, narażając się być może wielu wspaniałym chłopcom i dziewczynom. są bez wątpienia mniej dorośli niż byli 10, 20 czy 30 lat temu.

    A będą jeszcze mniej dorośli, kiedy nauczy się ich roszczeniowego stosunku do instytucji, które mają ich nie tylko obsługiwać, ale i wychowywać: do rodziny i do szkoły. Ten problem pojawił się już kilka lat temu. W roku 2005 licealista z Łodzi Bartek z konstytucją w ręku dowodził, że ma prawo sam usprawiedliwiać swoje nieobecności. Sprawa wtedy przycichła i szkoły nadal to regulują we własnym zakresie.

    Ale MEN przyznał wtedy przedsiębiorczemu Bartkowi rację. I cała debata może teraz wrócić ze zwielokrotnioną siłą. Może wrócić, skoro pojawiły się nowe formalne uzasadnienia dla emancypacji uczniów, którzy, przypomnijmy, są od swoich rodziców materialnie zależni. Ale którym postępowy, a może tylko formalistyczny pan inspektor, daje do ręki kapitalną broń. Broń, która zaszkodzi im samym.

    Piotr Zaremba
  • @cat100 00:46:35
    idea kompletnie absurdalna, bo opóźnienie wejścia na rynek pracy opóźnia też pojawienie się popytu !!!

    To tak, jakby na tonącej łodzi odsunięto od wioseł młodych mężczyzn i przydzielono do nich kobiety i starców. Jest to SKANDALICZNA, DEBILNA GŁUPOTA etatystów-interwencjonistów !
  • Podziękowania
    Dziękuje za wszystkie oceny, a najbardziej za te negatywne, które najbardziej pobudzają do myślenia, a też motywują do ciągłego poprawiania się. Przepraszam za wszystkie błędy językowe, stylistyczne, ortograficzne. Nie chcę napisać, że mój słaby poziom w tej materii to wina polskiej edukacji, która zaniedbuje naukę języka polskiego w szkołach. Raczej jest to wynik ogólnego zniechęcenia do książek, pisania, języka polskiego w ogóle, które przechodziłem w szkole, a które dziś staram się nadrabiać poprzez czytanie i pisanie w dużo większym wymiarze, niż dotąd. A poza tym, do dziś nie jestem dobrym mówcą, stąd te wszystkie błędy za które jest mi wstyd.

    Jeżeli miałbym jeszcze szukać czegoś na swoją obronę, to chciałbym napisać, że tekst nie był też tak "dopieszczony" językowo, ze względu na jego długość. Moja wina, moja wina, mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.

    noman 15.12.2012 20:07:36

    Z tym "Nie chęć" to sam się zastanawiałem, czy dobrze zostało to użyte. I wydawało mi się, że akurat w tym przypadku mogłem napisać to rozłącznie, podkreślając człon "Nie". Bo całe zdanie brzmiałoby trochę inaczej, gdybym napisał "niechęć" łącznie. Ale tutaj mogę się mylić, proszę życzliwych o korektę.

    Łabaja 16.12.2012 01:06:34

    Proszę zatem, jeśli jest taka możliwość, o wyszczególnienie tych najbardziej rażących błędów językowych. Nie uważam, że jest Pan staroświecki, sam jestem podrażniony, choć nie jestem ekspertem, jak słyszę w telewizji np. "dwutysięczny dwunasty", "w radiu, w studiu"(choć z tego co pamiętam jest to od niedawna forma dopuszczona) "obydwoje" o dwóch facetach. Zatem sam wobec siebie też mam wymagania i chciałbym się poprawiać.

    Do wszystkich:

    Nie było moim celem się wymądrzać, nie mam monopolu na prawdę, nie jestem żadnym autorytetem, a zwykłym prostym, przeciętnym studentem, który trafił do miejsca, w którym wszystko jest postawione na głowie. Napisałem tylko co mi się nie podoba i co bym zmienił.

    Zauważyłem, że wiele osób widzi praprzyczynę problemu w szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach. Na pewno jest w tym część prawdy, sam uważam, że jeśli na tym etapie edukacji nauczyciel prowadzi ucznia za rączkę, bo tak jest, to potem trudno jest się znaleźć uczniowi w roli studenta, który z definicji sam się uczy i sam poszukuje źródeł informacji.

    Jednak właśnie dlatego studia uważam za studia, bo są czymś innym od szkoły, że są zarezerwowane dla wybranych pasjonatów, a nie dla wszystkich. Że są dla ludzi, którzy krzewią swoje zainteresowania już w szkole i już wtedy "grzebią" ponadprogramowo w swoim temacie.

    Nie zauważyłem też, żeby był jakiś problem w przejściu między
  • c.d.
    Nie zauważyłem też, żeby był jakiś problem w przejściu między programem liceum a programem studiów. Bo program tych drugich jest niestety obniżany, tak aby dostosować go do możliwości maturzysty. Przykład, analiza matematyczna na pierwszym roku, była kiedyś wykładana w programie licealnym. Uczelnie również proponują zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki, czasami nawet przed rozpoczęciem pierwszego semestru.
  • @Migorr 13:51:41
    Tylko 4-5% populacji jest w stanie posiąść wiedzę nauk ścisłych, czyli je studiować, a 10% populacji studiować efektywnie. Co powyżej to? sam sobie dopowiedz. Na uczelniach medycznych tylko do 40% nadaje się do studiowania, reszta to przeciętniacy i chłam, mierzwa - to słowa profesora medycyny z WAM. Pzdr.
  • MIGORRZE,
    http://waclaw.fema.krakow.pl/~przybylo/my3bytes.htm

    pozdrawiam,
    Pucman
  • @Kula Lis 62 14:54:29
    Ale jak uczelnie maja znalesc te 5 % ?

    Jak pracodawca ma znalesc te 5 % ?

    Ku*** przez 4 lata na studiach robilem projekty za gruba kase (dorabialem) i to nie projekty dla studentow, a projekty dla firm (a raczej jej pracownikow), a po studiach mnie nigdzie nie przyjeli :D
    Musialem sie przekwalifikowac !
  • @Dr nightel 23:13:42
    Nie każdy musi kończyć powszechniak czy gimnazjum na siłę, jak on nie chce(likwidacja kryminogennych gimnazjów, powrót do 7-8 letniego powszechniaka). Podnieść poziom szkół średnich, zostrzyć matury(nie każdy musi ją mieć no i matura maturze nie równa) no i ponownie egzaminy i wyższy poziom egzaminów na studia, miernoty na pierwszym roku wyrzucać(nie każdy musi mieć dyplom i dyplom jak i matura nie są sobie równe). Gdy szedłem do technikum były egzaminy i 4os. na 1 miejsce, zaczynało nas 48 w klasie pierwszej(po drodze jeni wylatywali, inni dochodzili) w piątej klasie było nas 26!!! a maturę zdało 12! 6 nie dopuszczono! za brak wiedzy. Z 8 tylko 4 zdało we wrześniu, pozostali odeszli, mając zaliczoną tylko i tylko podstawówkę, a było to w 1969 roku. Co do ciebie to dziwne, taki zdolny i?? miałeś pecha, brak koneksji lub jedno z drugim W USA byś zabłysną kolego. Ja mimo 62 lat do dziś dostaję oferty pracy od byłych pracodawców w tym z zagranicy i nowych bo tak z prekory zamieszczam CV pod ofertami lecz konowały mi uniemożliwiły jej podjęcie do końca mego żywota. Pzdr!!
  • @Kula Lis 62 11:20:01
    Egzaminow nie ma co zaostrzac - trzeba zlikwidowac sciaganie ! Bo to jest przeklenstwem matury i uczelni wyzszych.

    Ile mi sie ludzi w twarz smialo jak sie uczylem a inni pisali sciagi ... a najlepiej jak mnie oblewano, a kolesiowi co sciagnal wszystko dawano 5 :D Bezcenne !
    Ile ludzi przepisuje elaboraty z poprzedniego roku, projekty, wie jakie beda pytania na egzaminie itp. ?? To jest chore ze wszyscy o tym wiedza (nawet kadra uczaca i nic).

    Ode mnie raz kolega wyprosil projekt - oblal go bo nie potrafil wytlumaczyc koncepcji. Projekt byl w miare nowatorski - moj prowadzacy go zrozumial dopiero bo 1 godzinie tlumaczenia - dal mi 5. Kolegi prowadzacy wysmial go mowiac ze to nie ma prawa dzialac.

    Wg mnie nic nie ginie - mimo przekwalifikowania mam swietna prace w innej branzy. Raz w zyciu wyslalem CV a kilkakrotnie zmienialem prace. Zawsze mi cos lepszego proponowano.

    Co do likwidacji 50% studentow - absolutnie sie zgadzam ! Jednak do zostawianie 5-10 % to raczej nie :D Ja bym sie nie zalapal nawet, ale nie dlatego ze bym nie dal rady - ale 50% przedmiotow na studiach to bzdura, zamiast sie jej uczyc robilem swoje ciekawsze rzeczy. Student musi miec czas na swoje zainteresowania i pasje - jak ich nie ma to jego sprawa ale totalne ograniczanie nie jest dobre w dzisiejszych czasach.
  • @Dr nightel 14:41:22
    Egzaminow nie ma co zaostrzac - trzeba zlikwidowac sciaganie ! Bo to jest przeklenstwem matury i uczelni wyzszych. - przedewszystkim, pełna zgoda.
  • Kiedyś to uczyli....
    Mój ojciec kończył AGH w Krakowie. Po każdym roku miał egzamin ze wszystkich przedmiotów zawodowych.
    Dzisiaj ja żeby rozwiązać jakieś zadanie z fizyki czy matematyki muszę sobie co nieco przypomnieć (przynajmniej na mój plus że wiem czego nie wiem i wiem gdzie szukać) on większość tematów rozwiązuje od ręki. Kończyłem studia na budownictwie gdy kierunek ten był jeszcze "lekko elitarny" i zdawało się egzaminy wstępne ale już wtedy działy się różne cuda wianki...
    Pamiętam że na zajęciach z konstrukcji stalowych na sprawdzianach 45min studenci oddawali po 5-6 kartek podaniowych z opisami problemu z rysunkami technicznymi z zachowaniem grubości linii i wymiarowania (oczywiście podkładali gotowce) i to przechodziło (a przygotowanie takiego gotowca zajmowało 2h .. itd itd
    Mam przynajmniej tyle inteligencji że jeśli czegoś nie umiem to wiem że to MOJA wina, nie państwa, nie systemu tylko MOJEGO lenistwa bo uczyć się nawet w głupim systemie nikt nikomu nie zabronił a prawdziwa wiedza zawsze wypłynie )jak kumpel który pouczał swojego pracodawcę - miał rację, wykazał się wiedzą - został głównym technologiem za ciężką kasę. Prawdziwa wiedza zawsze procentuje - a my niedouczeni musimy "cwaniakować" i udawać mądrzejszych niż jesteśmy...
  • @Jerzy Drwal 21:21:56
    Zgadzam się w 100%!!!! Skończyłem liceum w 1988 roku. Potem studia. Nawet wtedy poziom był znacznie wyższy, o czym często rozmawiam z moim byłym wykładowcą, obecnie sąsiadem.

    Teraz jestem nauczycielem. Nie da się z tego wyżyć. Więc piszę książki dla dzieci. Z tego też się wyżyć nie da, chociaż daje to OGROMNĄ satysfakcję. I jestem z tego dumny.

    W Anglii mieszkałem przez wiele lat i nigdy nie pracowałem tam za płacę minimalną. Wszyscy doceniali moje "polskie" wykształcenie.

    Pomysł na płatności za studia jest niezły - już go mają w Anglii, gdzie moja żona skończyła pierwsze studia. Gdyby tam dalej mieszkała, płaciłaby ok. 15 funtów miesięcznie. Ponieważ mieszkamy w Polsce - musi spłacać ok 200 funtów miesięcznie...

    Pozdrawiam
  • @Dr nightel 14:41:22
    A odkąd to "ściąganie" jest czymś nagannym?

    Jakiś czas temu byłem na stypendium w Szwajcarii. Stypendyści z USA nie mogli się nadziwić, że starsi studenci pomagają młodszym w projektach, udostępniają im swoje badania i wnioski z nich, powszechne jest korzystanie z i cytowanie dotychczasowych prac innych studentów...

    I dlatego (m. in.) CERN jest właśnie w Szwajcarii...

    Pozdrawiam

    "A"
  • @Aaron Majdan 22:33:16
    Czy to nie jest mylenie pojęć. Pan ukazuje umiejętność pracy w zespole, umiejętność wyciągania wniosków (nawet z czyichś badań), burzę mózgów itp. To nie ściąganie. Inna sprawa że u nas właśnie tego się nie uczy wymaga się encyklopedycznej wiedzy i to da się ściągać. Twórczego myślenia to uczą w Polsce może na paru wydziałach u najwybitniejszych profesorów..
  • Nie tylko uczelnie
    CAŁY polski system edukacji jest maksymalnie zepsuty, a najbardziej objawia się to w szkołach średnich. Przez trzy lata liceum nie nauczono mnie niczego, a tylko "przygotowywano do matury". Polska szkoła oducza myślenia, za to świetnie przygotowuje do rozwiązywania niekończących się tekstów, wykonywania poleceń, braku refleksji i bierności. Może o to chodziło autorom niezliczonych reform: wykształcić pokolenia wykwalifikowanych pracowników zmywaków.
    Piszę o tym więcej tutaj, zapraszam: szkolakryzysowa.blogspot.com

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031